O „białym mnichu” z klasztoru na Podklasztorzu. Jak to w marynarce było

Zgodnie z zapowiedzią, przedstawiamy dalszy ciąg wspomnień proboszcza z Podklasztorza o. Augustyna Węgrzyna OCist. Tym razem Ojciec wspomina czasy rekruckie i poborowe.

Jesienią 1956 r. młodego Ignacego Węgrzyna skierowano do odbycia zasadniczej służby wojskowej do Ośrodka Szkolenia Specjalistów Marynarki Wojennej, dzisiaj Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej im. wiceadmirała Józefa Unruga, w Ustce. Zasadnicza służba wojskowa trwała 3 lata.

Ojciec wspomina, „że do jednostki jechał pociągiem z Byczymy Kluczborskiej przez Poznań. W Poznaniu spotkały się dwa pociągi, wiozące rekrutów. Jeden od strony Poznania, drugi od strony Wrocławia. Młode, poborowe towarzystwo był z lekka podchmielone i pełne dynamizmu. Od stacji Poznań do stacji Ustka, poborowych wiózł jeden pociąg. Ustkę od Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej Ośrodka Szkolenia Specjalistów Marynarki Wojennej, dzieliła odległość kilku kilometrów, którą poborowi pokonali pieszo. Na terenie Ośrodka poborowi zostali skierowani do pomieszczeń socjalnych, a później dostali przydział na poszczególne kompanie. Po obowiązkowej kąpieli, przydział marynarskich mundurów, trzeba było się ubrać i zgłosić na zbiórkę. Niektórzy poborowi mieli problemy z ubraniem się w marynarski mundur”. Ojciec również. Dalej Ojciec wspomina – „pamiętam że rozmawiałem z porucznikiem marynarki wojennej (człowiek o wielkiej kulturze osobistej, rozmawiał przyjaźnie, był ciekawy skąd przyjechałem), powiedziałem mu, że nie wiem, jak się ubrać w mundur – ubieraj się a ja ci będę podpowiadał, co i jak zakładać. Wtedy wbiegł dowódca drużyny z zapytaniem, dlaczego jeszcze nie jestem na zbiórce, a ten porucznik odpowiedział dowódcy, że poborowy jest jest ze mną. Dowódca zasalutował i pobiegł do swoich. Wtedy spokojnie się ubrałem, przy asyście porucznika, podziękowałem i pobiegłem na zbiórkę. Od tego czasu skończyła się normalność. Podoficerowie pod których komendę mnie przydzielono dostali „wilczej skóry” – zwracali się do poborowych komendami wojskowymi których nie rozumieliśmy. Uczono nas musztry. Najpierw instruowano jak wybiegać z pomieszczeń na zbiórkę, a zasadą zbiórki było „szybko, sprawnie i po cichu”, ale to „szybko”, powodowało że jeden drugiemu wskakiwał na głowę. Niektórzy koledzy nie wytrzymywali nerwowo, narzuconego reżimu, zdarzały się próby samobójcze, ale w grupie wszyscy podtrzymywali się na duchu. Powtarzaliśmy sobie, że jesteśmy w domu wariatów i musimy w nim wytrzymać. Należy nadmienić, że zachowanie przełożonych nie było normalne. Byli to ludzie z poboru, którzy na wstępie nie zostali zakwalifikowani do żadnej wojskowej specjalizacji, ludzie bez szkoły, często tylko po podstawówce, nie znający żadnych zasad postępowania z innymi ludźmi, nie nadający się do niczego, tylko do wydawania bezmyślnych komend, czasami sadystycznych, żeby tylko pokazać swoje wygórowane EGO, co to ja jestem”. Ojciec Augustyn wspomniał o takich komendach wydawanych niejednokrotnie po kilka razy w nocy np. „padnij, powstań, aż poborowi opadali z sił, następnie szło się spać, znów pobudka, ubieranie i ćwiczenia”.

Szczególnie w pamięci Ojca Augustyna utkwiły dwa zdarzenia z czasów rekruckich. Pierwsze, kiedy to, jeden z rekrutów uderzył drugiego rekruta w twarz. Uderzony poszedł poskarżyć się dowódcy. Zaś dowódca zameldował o zdarzeniu dowódcy plutonu. Dowódca plutonu wieczorem, zarządził zbiórkę na bojowo, tzn. w pełnym umundurowaniu, z karabinem, ciężkim plecakiem i maską gazową i cały pluton pomaszerował na poligon Lędowo „wyrabiać miłość bliźniego”. Było to 13 grudnia, w ciągu dnia spadł dreszcz, i w tym błotnistym terenie rozpoczęła się musztra – jedna po drugiej padały komendy – padnij, powstań, marsz i zdobywanie terenu „wroga” po drugiej stronie głębokich rowów z wodą, które pokonać trzeba było wpław, następnie zbiórka ze śpiewem i powrót w późnych godzinach nocnych na kompanię. W międzyczasie chwycił mróz i rekruci wracali w zmarzniętych mundurach. Po powrocie mycie i capstrzyk. Od tego czasu już się nigdy nie zdarzyło, żeby jeden na drugiego się skarżył przełożonym

Drugie zdarzenie miało miejsce w sylwestrową noc 1956 r., kiedy to drużynę młodego Ignacego wytypowano do obierania ziemniaków w piwnicy na terenie koszar. A trzeba było obrać kilka worków ziemniaków. Młodzi rekruci byli niezadowoleni z przydzielonej pracy, ponieważ chcieli w koszarach powitać Nowy Rok. Ale z powierzonego zadania trzeba było się wywiązać. Więc w tej piwnicy, zorganizowali sobie trochę skromnego jedzenia (chleb, jabłka), jeden z kolegów Ojca przyniósł akordeon i jak mówi o. Augustyn, „tak udanego Sylwestra jak wtedy w koszarach, to nie miał nigdy”.

Czas rekrucki trwał miesiąc. Po miesiącu przysięga i podział na specjalności. Przydziały do specjalności nadawano żołnierzom, którzy spełniali wymagane kryteria merytoryczne i formalne do zajmowania przewidzianych dla nich stanowisk. Ojciec trafił do radiotelegrafistów. Zajęcia odbywały się tak jak w szkole – do południa wykłady min. z radiotechniki, elektrotechniki, odbieranie i nadawanie alfabetem Morsa. Zajęcia praktyczne odbywały się na kajakach wielowiosłowych tzw. ósemkach i kutrach torpedowych.

Poszczególne klasy miały swoich wychowawców w stopniu kapitana. Wychowawcą Ojca był kap. Stanisław Zabawa. Był lubiany przez słuchaczy, kpił na każdym kroku z sowietów i z komunizmu. Tu stosownym jest, nadmienić, iż czasy zasadniczej służby wojskowej Ojca Augustyna, przypadły w niełatwym dla Polski i Polaków okresie. Był to czas głębokiego komunizmu. Na czele rządu, zasiadał Józef Cyrankiewicz, I Sekretarzem KC PZPR był Bolesław Bierut, zaś po jego śmierci Władysław Gomułka. Był to czas kiedy w serca Polaków wstąpił „nowy”duch”, spowodowany słynnym drugim odczytem przemówienia, które I Sekretarz KC KPZR Nikita Chruszczow wygłosił w nocy z 24 na 25 lutego 1956 r. na XX Zjeździe KC KPZR a które miało otworzyć delegatom oczy na poczynania Józefa Stalina. W zjeździe brało udział 55 delegacji zagranicznych, w tym przedstawiciele Polski z Bolesławem Bierutem na czele.

Prawdziwą sensacją stało się drugie wystąpienie Chruszczowa na zamkniętym, tajnym posiedzeniu, bez udziału gości zagranicznych. Chruszczow wygłosił referat pt. „O kulcie jednostki i jego następstwach”, w którym obciążył Józefa Stalina za zbrodnie i represje, ujawnił mechanizm czystek politycznych, wskazał błędy popełnione przez Stalina, które doprowadziły do wielkich strat i klęsk. Przemówienie dało początek późniejszym wydarzeniom w Polsce nazwanym Poznańskim Czerwcem 56 r.

Wracając do wspomnień Ojca. Ojciec i jego koledzy zostali wytypowani do Kompanii

Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej. Brali udział w defiladach, pochodach pierwszomajowych, rożnych państwowych uroczystościach, reprezentowali jednostkę na Dniach Morza w Gdyni. Ojcu szczególnie w pamięci zapadła, pewnie ze względu na to, że założył nowe buty paradne, które niemiłosiernie go obtarły, a maszerować trzeba było ok. 8. kilometrów, defilada w Poznaniu 22. lipca 1957 r. (w tym dniu w okresie Polski Ludowej, było to najważniejsze i hucznie obchodzone Narodowe Święto Odrodzenia Polski, zniesione w kwietniu 1990 r.). Przybyli na nią czołowi przedstawiciele państwowi z Cyrankiewiczem i Gomułką na czele. Gościem specjalnym był ówczesny „ojciec” Wietnamu, Ho Chi Minh. Władze chciały pokazać swój prymat i zgasić „nowego ducha”, który zaczął odradzać się w sercach Polaków po wyżej wspomnianym odczycie Chruszczowa.

Ojciec Augustyn, wspomina dalej, iż „niełatwe czasy wojskowe, z dala od rodziny, starali sobie umilać śpiewem. Mieli w drużynie gitarzystę Mariana Śmietanę, który gdy żołnierzom było smutno grał i śpiewał skomponowane przez siebie piosenki. Miał on dziewczynę Danusię, na cześć której ułożył piosenkę”

Chcę cie widzieć jak we śnie, zabrałaś serce me, ma droga ukochana

Czy ty jesteś jeszcze tą najdroższą w życiu mym

Ze wszystkich uwielbiana, przyjdź do do domu żołnierza

Niech zobaczę cię, ja dziś odpływam właśnie stąd

Lecz wrócę do twych stóp, jak pielgrzym do swych wrót.

Danusiu ma ukochana nad życie, niech gwiazdka twa świeci tobie i mnie.

Ja wrócę znów gdy bzy będą w rozkwicie

Maj złączy tęsknoty dwie i na ziemi stworzy raj”.

Niejednokrotnie niektórzy z nas, mieli okazję podsłuchać, jak Ojciec Augustyn śpiewa żołnierskie piosenki podczas pielgrzymek autokarowych. A i solidne żołnierskie wyszkolenie w postaci musztry, można zaobserwować u o. Augustyna, kiedy klęka i oddaje pokłon przy ołtarzu w czasie Mszy św. Robi to z taką precyzją, że oczami wyobraźni widzi się Ojca „trzaskającego” obcasami i oddającemu honory najwyższym władzom jednostki wojskowej.